

Call of the Sea to czystej krwi przygodówka, ale podana z perspektywy pierwszej osoby. Na pierwszy rzut oka może wydawać się po prostu walking simem, ale pierwsza trudniejsza zagadka skutecznie to wrażenie rozwiewa. Gra kładzie nacisk na całkiem nieźle wyważone zagadki i eksplorację wyspy.
Wyspy, która mieni się niezwykle nasyconymi, wręcz wypalonymi, kolorami. Inspiracje twórczością Lovecrafta są oczywiste, ale nie jest to horror. Akcja toczy się w latach 30. ubiegłego wieku i czerpie mocno z pulpowych książek przygodowych tamtego okresu. Tylko bohaterką jest kobieta z wyższych sfer.
Historia jest bardziej zainteresowana eksploracją relacji protagonistki z jej mężem niż nadnaturalnymi elementami mitów Cthulhu. Wypada bardzo przyzwoicie, choć wiele monologów wydało mi się za bardzo bezpłciowych i ugrzecznionych, jak gdyby bohaterka nigdy nie opuściła bankietu.