

Po tragicznym Basement Crawl, Layers of Fear odkupiło Bloober Team i pokazało, że to bardzo zdolny zespół. Szczególnie, że tworząc historię o malarzu zatracającym się w szaleństwie korzystali z setek klisz, a mimo to udało im się stworzyć zaskakująco świeży i niepokojący horror.
Nawiedzony dom i ożywające przedmioty, gdy tylko odwróci się wzrok, to podstawa horroru, a mimo to nigdy wcześniej nie wywoływały u mnie ciarek na plecach. Duża w tym zasługa kreatywności zespołu w zmienianiu świata oraz technicznej płynności tych zmian, dzięki czemu są niezauważalne.
Świetnym pomysłem było zakończenie każdej burzliwej podróży w umysł protagonisty w bezpiecznej wysepce jego pracowni, jednym z niewielu stałych elementów. Niezwykle skuteczne było też swobodne eksplorowanie wiktoriańskiego domu zanim stanie się gotyckim koszmarem nieeuklidesowej geometrii.
Latające meble czy fortepian uderzający w ścianę nie robiłyby takiego wrażenia, gdyby nie świetne dźwięki oraz naturalne interakcje. Jak w Amnesii, każdą szufladę trzeba ręcznie wysunąć, a wiele przedmiotów jest klikalnych - dzięki temu odbiera się je jako faktyczne sprzęty, a nie growe kartony.
W każdym horrorze istotny jest też emocjonalny rdzeń i również tutaj udało się stworzyć coś interesującego mimo korzystania z klisz. Okropni geniusze są ogranym motywem, ale historię napisano z dużą dozą szczerości, dzięki czemu faktycznie chce się rozwikłać zagadkę tej biednej rodziny.

Dodatek Inheritance dużo bardziej stawia na abstrakcyjne wizje i światy. I o ile są bardzo interesujące i wyróżniają się wizualnie, tak brak im zakotwiczenia w rzeczywistości, przez co mniej niepokoją. Ale historia dodaje istotny kontekst do głównego wątku, więc zdecydowanie warto sprawdzić.