

Signalis dumnie nosi swoje inspiracje Neon Genesis Evangelion, Resident Evil i Silent Hillem, bo dokładnie wie jak je używać. To świetny survival horror o potrzebie zrozumienia i bliskości oraz limitach świadomości, przedstawiony w bardzo pewny siebie sposób pełen alegorii, surrealizmu i mieszania form.
Główna oś fabularna jest względnie prosta do rozszyfrowania, ale odkrywanie kolejnych odniesień, wątków czy symboliki zajmie znacznie więcej czasu. Autorzy wplatają słowa po niemiecku i kantońsku, wrzucają puste plansze w trakcie cutscen czy zasypują ekran tekstem, by wywołać odpowiednie emocje.
Ta zabawa formą jest jednym z najciekawszych elementów. Zarówno jeśli chodzi o zawiłą narrację, symbolikę kolorów i nazw, czerpanie z klasyków muzyki, literatury i malarstwa, jak i komunikaty błędy czy widoczne przez ułamek sekundy napisy na pół ekranu.
Pod względem rozgrywki najbliżej jej do pierwszych trzech odsłon RE, ze sztywnymi kątami kamery, limitowanym ekwipunkiem i zagadkami. Te ostatnie są w przeważającej większości kreatywne, różnorodne i wyważone, szczególnie ze względu na wykorzystywanie radia, przez co przyjemnie się je rozwiązuje.
Walka miejscami wypada koślawo, ale ma też kilka interesujących pomysłów, jak wykorzystywanie radia jako broni czy możliwość oddania mocniejszego strzału przy dłuższym celowaniu, co wprowadza więcej decyzji do podjęcia. Cieszy też powrót konieczności spalania ciał rodem z remake'u pierwszego RE.