16 stycznia 2026
Skate Story (PC)

Trudno o bardziej opisowy tytuł niż Skate Story. To gra narracyjna, w której wcielamy się w demona ze szkła i bólu. Zawiera on umowę z diabłem, w ramach której jego dusza otrzyma wolność, o ile zje siedem księżyców oświetlających bladym blaskiem każdy z kręgów piekielnych. I dokona tego przy pomocy deskorolki, bo to również gra o czesaniu trikulców na desce.

I to czesaniu w jakim stylu! Zapomnijcie o piekle otoczonym płomieniami, a powitajcie nocne krajobrazy miasta, przefiltrowane przez szorstki kamień, pryzmatyczne szkło i neonowe światła. Ze zdrową szczyptą nowojorskiego folkloru oraz vaporwave'u. Za ten w dużej mierze odpowiada fenomenalna ścieżka dźwiękowa autorstwa Blood Cultures oraz Johna Fio, która od wielu dni nie znika z mojej muzycznej listy. Developer pragnął odtworzyć atmosferę samotnej jazdy na desce nocą przez miasto, ze słuchawkami w uszach. Ten stan, gdy wszystko wydaje się możliwe, a jednocześnie nieosiągalne. Udało mu się to bezbłędnie, ale nie znaczy to, że Skate Story dryfuje tylko na fali melancholii dla osób cierpiących na bezsenność.

Rozgrywka opiera się na trzech filarach. Pierwszy z nich to otwarte lokacje skupiające się na rozmowach z tubylcami oraz swobodnym szlifowaniu umiejętności jazdy na desce. Tu wybrzmiewa poetycka i nieco surrealistyczna strona gry, nakazująca spokojnie nasiąkać miejską atmosferą oraz poczuciem buntu i wolności, nierozerwalnie związanymi z kulturą skejterską. W drugim pędzi się przez dynamicznie zmieniające się tory przeszkód. Pozwala to niemal wpaść w trans, gdy prędkość i bit muzyki zlewają się w synestetyczne doświadczenie. Trzeci zaś to emocjonujące walki z bossami, gdzie tąpnięcie deską o ziemie zadaje tym więcej obrażeń im wyższa jest zbudowana kombinacja trików. O ile początkowe księżyce nie stanowią wyzwania, tak slalom między atakami strażników piekła czy pościg za uciekającym blaskiem niedoszłego posiłku robią ogromne wrażenie.

Skate Story nie plasuje siebie jako konkurencję dla Tony'ego Hawka, ale też nie traktuje rozgrywki pobieżnie. Jej system jazdy jest zaskakująco rozbudowany, a nauka podstaw nierzadko kończy się bolesnym roztrzaskaniem szklanego ciała demona o bruk. To po prostu cudowna gra o całości doświadczenia jazdy na desce: zarówno tej fizycznej i dynamicznej stronie, jak i bardziej refleksyjnej i poetyckiej. Co docenił nawet taki laik czterech, małych kółek jak ja.

***